Pielęgnacja/Stylizacja Włosów z Joico

Nigdy nie byłam zbyt regularna, jeśli chodzi o pielęgnację, czy stylizację włosów. Rano, kiedy wykonanie mojego makijażu zajmuje minimum godzinę, a do ogarnięcia jest jeszcze wiele innych rzeczy, nie mam już czasu ani ochoty na wymyśle fryzury i jakąkolwiek zabawę z włosami. Chcę, żeby wyglądały dobrze same z siebie, miały blask i objętość. Aby osiągnąć ten efekt, zawsze sięgam po sprawdzone, świetne jakościowo produkty. Nie eksperymentuję co tydzień z nowymi maseczkami, odżywkami i olejkami. Daję swoim włosom dużo swobody i one bardzo to doceniają! Aktualnie sięgam po kosmetyki marki Joico. Nie poszłam jednak na łatwiznę wybierając jedną linię produktów - postawiłam na wielozadaniowość i szczerze przyznam, że takie rozwiązanie sprawdza się u mnie wyśmienicie, o czym świadczyć może fakt, że ostatnio coraz częściej na Instagramie możecie oglądać moje naturalne, nieprzedłużane, włosy!



Kondycję swoich włosów określiłabym jako dobrą, co - według mnie, przy tak minimalnym wysiłku, jaki wkładam w ich pielęgnację, jest świetnym wynikiem. Nie stosuję maseczek, balsamów, ani olejów, sięgam jedynie po odżywkę w spray'u ułatwiającą rozczesywanie. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie myję włosów codziennie, nie farbuję ich zbyt często i nie używam suszarki, co na pewno pozytywnie wpływa na ich wygląd i kondycję! Jeśli chodzi o pielęgnację (niezależnie od tego, czy są to włosy, ciało czy cera), wyznaję zasadę 'mniej znaczy więcej', czyli zupełnie odwrotną niż w przypadku makijażu.




Produktów Joico używam, z przerwami, od wielu lat. Kiedyś stosowałam 'złotą' serię, jednak tym razem zdecydowałam się na szampon dodający objętości Body Luxe. Od produktów tego typu wymagam tworzenia obfitej piany i dobrego oczyszczania włosów z zanieczyszczeń oraz wcześniej użytych produktów do stylizacji. Szampon jest świetny! Włosy po jego użyciu są czyste, miękkie i lśniące. Co najważniejsze, mam wrażenie, że jest ich więcej, a od kiedy stosuję ten produkt regularnie - włosy przestały się także elektryzować, z czym miałam ogromny problem używając innych szamponów. Nie mam nic do zarzucenia temu kosmetykowi. Ma gęstą konsystencję, co wpływa na jego wydajność, dobrze się pieni i przyjemnie pachnie. Kiedyś na pewno do niego wrócę.



HIT i bestseller Joico - Hair Shake! Jestem zakochana w tym produkcie po uszy! Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie to bardzo silna, głęboka relacja! Kosmetyk ten to nic innego, jak puder do stylizacji, jednak jego innowacyjność polega na tym, że posiada formułę liquid-to-powder, co oznacza, że jego płynna konsystencja zamienia się w puder dopiero na naszych włosach. Bardzo ważne jest to, żeby, jak sama nazwa wskazuje, przed każdym użyciem porządnie nim wstrząsnąć., wówczas atomizer rozpyla równomierną, delikatną, pięknie pachnącą mgiełkę. Efekt, jaki uzyskujemy przy zastosowaniu tego produktu jest niesamowity! Włosy są uniesione, odbite od nasady, gęste i pełne objętości. Kosmetyk nadaje im tekstury, przez co są łatwiejsze do ułożenia. Nie pozostawia na włosach absolutnie żadnego nalotu, więc jest idealny dla posiadaczek ciemnych włosów. Hair Shake łączy właściwości suchego (bezbarwnego) szamponu oraz spray'u teksturyzującego. Gorąco wam go polecam, bo potrafi odmienić każdą fryzurę!


Iron Clad jest produktem, którego używam najrzadziej. Nie dlatego, że jest kiepski jakościowo, czy nie sprawdził się na moich włosach, ale z czystego lenistwa. Po prostu. Często, przed użyciem prostownicy, zapominam o ochronie, chociaż staram się o to dbać. Zresztą, same wiecie, jak to jest... Iron Clad posiada świetny atomizer, dzięki któremu otrzymujemy delikatną, równomiernie rozprowadzoną na włosach mgiełkę kosmetyku. Pięknie pachnie i sam w sobie utrwala. Co prawda charakteryzuje się bardzo niskim stopniem 'mocy', ale już samo to powoduje, że włosy są odbite od nasady, a nie 'śliskie' i oklapnięte. Produkt chroni włosy przed ciepłem aż do 230 stopni Celsjusza.


Podobnie sprawa ma się z lakierem JoiMist Firm. Bardzo przyjemny kosmetyk, całkiem ładnie pachnie i nieźle utrwala, jednak nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia. Jego 'moc' określana jest jako 7-9. Ogromnym plusem jest fakt, że łatwo się wyczesuje, nie pozostawia białej warstwy, nie 'łuszczy' się. Świetnie utrwala, nie straszne mu warunki atmosferyczne, dotykanie czy imprezy. Mógłby być jednak trochę bardziej elastyczny. W produkcie zawodzi też atomizer. Może właśnie przez opakowanie sam kosmetyk ma trudności w pokazaniu swoich pełnych możliwości. Z pewnością zużyję butelkę, bo jak pisałam, jest to dobry produkt, zwłaszcza do utrwalania Hair Shake, jednak następnym razem spróbuję zamówić coś innego.


Wszystkie produkty marki Joico kupicie w autoryzowanym sklepie Miasto Włosów, gdzie nie tylko otrzymacie rabaty i profesjonalne porady, ale także będziecie miały pewność, że kupujecie oryginalny, świeży, zaopatrzony w hologram, kosmetyk ze sprawdzonego źródła! Koniecznie napiszcie w komentarzach, czy używałyście produktów Joico? Które sprawdzają się u was najlepiej? A może macie innych ulubieńców? Dajcie też znać, czy chciałybyście poczytać o 'sprzętach', które używam do stylizacji, czyli o prostownicy i lokówce! Po więcej tradycyjnie zapraszam was na Instagram.


Jo 

Delia Cosmetics

Wiele razy słyszałam i czytałam o kosmetykach marki Delia Cosmetics, ale sama nie miałam nigdy okazji niczego testować. No, może poza słynnym, swego czasu, żelem do brwi, ale która z nas go nie używała? Odnoszę wrażenie, że jest to troszkę 'zapomniana' firma, choć wraca 'na salony' za sprawą nowej serii matowych pomadek w płynie, których zdjęcia zalewają 'świat beauty' w Internecie. Akurat, kiedy otrzymałam przesyłkę byłam jeszcze bez makijażu, pomyślałam więc, że to świetna okazja, żeby wypróbować po raz pierwszy wszystkie nowości i pokazać wam je w formie wpisu na blogu. W żadnym wypadku nie będzie to recenzja, bo na to jest zdecydowanie za wcześnie, jedynie zdjęcia produktów i to, co zmalowałam nimi na twarzy! Więcej mojej twórczości na pewno znajdziecie na Instagramie!



Słyszałam wiele dobrego na temat matowych pomadek, jednak nie odpowiada mi ich piankowa/musowa konsystencja. Jest zbyt sucha i podkreśla wszystkie niedoskonałości ust. Użyłam jasnego koloru na konturówkę, a i tak musiałam się namęczyć, żeby to wszystko dobrze wyglądało. Wielka szkoda, pokładałam wielkie nadzieje w tych pomadkach. Są bardzo podobne do NYX - Soft Matte Lip Cream i Bourjois - Rouge Edition Velvet, których swoją drogą również nie lubię, więc jeśli jesteście fankami takiej formuły, na pewno się polubicie, bo kolory są przepiękne! Pozytywne wrażenie wywarł na mnie tusz dodający objętości! Wygląda rewelacyjnie na dolnych rzęsach. Bardzo łatwo się z nim pracuje, nie odbija się, nie kruszy i nie skleja rzęs. Ma idealną, silikonową szczoteczkę! Miło zaskoczył mnie także podkład, który łączy w sobie właściwości bazy i krycie. Pozostawia na twarzy świetliste, ale matowe wykończenie. Cera, po jego użyciu, wygląda na zdrową i wypoczętą! Zdecydowanie dla fanek naturalnego looku, gdyż zupełnie nie widać go na twarzy. Ogromny plus za jasny, ciepły odcień!



Produkty Delia Cosmetics, których użyłam do wykonania makijażu:
All Day Perfect Makeup, 01 Warm Beige
Eyebrow Creator, Brown
Intense Eyeliner Pen, Black
Max Volume New Look Mascara, Black
Matt Liquid Lipstick, 1 Bridget


Pozostałe kosmetyki:

TWARZ:
benefit, Big Easy, 01 Fair
Kryolan, Ultrafoundation, 1
Kobo Professional, Face Contour Mix
Kryolan, Anti-Shine Powder
Kobo Professional, Matt Bronzing & Contouring Powder, 311 Nubian Desert
NYX, Matte Bronzer, 02 Deep
benefit, Majorette Blush
theBalm, Mary-Lou Manizer

BRWI:

Catrice, Eyebrow Set

OCZY:
NYX, Jumbo Eye Pencil, 604 Milk
House of Lashes, Siren

USTA:
Essence, Lipliner, 11 In the Nude


(Matt Liquid Lipstick, od góry: 1 Bridget, 2 Audrey, 3 Sophia, 6 Marylin)



Dajcie koniecznie znać, czy chcecie poczytać o kosmetykach Delia, kiedy już je porządnie przetestuję i wyrobię sobie na ich temat opinię. Co was interesuje? Tak, jak pisałam - to dopiero pierwsze, wstępne przemyślenia! Zapraszam do dyskusji tutaj lub na Instagramie! Używałyście już kosmetyków Delia? Macie ochotę coś przetestować? 

Jo 

Essence Camouflage

Swego czasu, kiedy próbowałam kupić swoją pierwszą buteleczkę popularnego ostatnio drogeryjnego podkładu - HD Liquid Coverage, trafiłam w Internecie na wiele opinii mówiących, że marka Essence wypuściła na rynek podkład, który jest świetnym zamiennikiem Catrice. Z racji tego, że nigdy, przenigdy nie sprawdził się u mnie żaden podkład tej firmy, byłam bardzo sceptycznie nastawiona do jego kupna. Okazało się, że i za 15zł można wyglądać dobrze, choć oba podkłady bardzo się od siebie różnią i na pewno nie są swoimi odpowiednikami.



Essence Camouflage to cięższy, gęstszy w konsystencji, dobrze kryjący podkład. Posiada wszystkie właściwości, które lubię już przy nałożeniu pierwszej warstwy! Jest bardzo kremowy, łatwo się rozprowadza i delikatnie zastyga na twarzy. Po jego użyciu nie ma potrzeby stosowania korektora. Podkład ładnie wtapia się w skórę pozostawiając ją matową. Jego główną zaletą jest trwałość! Trzyma się na twarzy cały dzień, nie wymaga poprawek, nie osadza się w zmarszczkach mimicznych i nie waży. Producent zaleca nakładanie go gąbeczką do makijażu. Dla jeszcze trwalszego efektu polecam również stosowanie 'bakingu', czyli tak zwanego 'pieczenia' twarzy pudrem transparentnym, wtedy będziecie pewne, że nic nie ruszy podkładu z waszej twarzy nie tylko w ciągu dnia, ale i przez całą noc! Efekt na skórze pokazywałam wam już na swoim Instagramie przy okazji różnych makijaży.



Gama kolorystyczna podkładu jest bardzo uboga, choć i tak jak na Essence i ich słynne 'pomarańczki', odcienie są całkiem ładne i nadające się do noszenia! 10 Ivory Beige jest dość jasnym, ciepłym beżem, który powinien pasować większości. Wielkim minusem jest fakt, że kosmetyk ciemnieje na twarzy i to w kilka minut po nałożeniu, więc polecam zaopatrzenie się w podkład o ton jaśniejszy od waszej karnacji lub nałożenie go także na szyję i ewentualnie dekolt, jeśli go odsłaniacie.



Podkład Essence w porównaniu do Catrice ma bardzo wygodne, choć niezbyt ładne, opakowanie (tubkę) zakończone aplikatorem. Typowy kosmetyczny zapach, raczej słabo wyczuwalny. Dzięki kremowej, gęstszej konsystencji i lepszemu stopniowi krycia jest także bardziej wydajny, jednak nie daje na twarzy aż takiego efektu 'wow' jak HD Liquid Coverage. Brak tutaj rozświetlenia i wygładzenia, które są kluczowe, żeby osiągnąć nieskazitelny wygląd cery.


Essence Camouflage to świetny podkład na co dzień, jeśli lubicie wygodną, szybką aplikację i dobry stopień krycia. Uważajcie jednak na kolory i na oksydowanie kosmetyku, żebyście nie skończyły z za ciemną twarzą! Słyszałyście już o tym podkładzie? Używałyście? Planujecie zakup? Jak sprawdzają się u was kosmetyki marki Essence? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Żeby być ze mną na bieżąco zapraszam na Instagram, gdzie odpowiadam na wszystkie wiadomości!

Jo 

Wygładzająca Maska z Glinką

Nakładanie maseczek to chyba jeden z ulubionych zabiegów pielęgnacyjnych każdej kobiety. Możemy wtedy usiąść i przez 15 min, gdy kosmetyk działa na naszą skórę, zrelaksować się, poczytać lub poleżeć w wannie. Do tej pory używałam maseczek w saszetkach, modląc się o to, żeby jakaś ogólnodostępna marka wypuściła produkt w normalnym, dużym opakowaniu. L'Oreal odpowiedział na moje wołania wprowadzając na rynek trzy rodzaje maseczek z glinkami. Okazuje się, że poza komfortem aplikacji, zyskałyśmy także świetny jakościowo produkt!



Maseczka wygładzająca to połączenie trzech mineralnych glinek oraz ekstraktu z czerwonych alg, których zadaniem jest delikatnie złuszczać i odświeżać cerę. W składzie znajdziemy montmorylonit, odpowiedzialny za redukcję niedoskonałości, kaolin, który absorbuje zanieczyszczenia i nadmiar sebum, a także ghassoul, czyli glinkę o właściwościach rozjaśniających. 



Aplikacja maseczki jest niezwykle przyjemna. Posiada ona intensywny, perfumeryjny zapach i kremową konsystencję, w której zatopiono małe drobinki ścierające, więc poza odżywczym działaniem glinek, zapewniamy sobie również delikatny peeling twarzy. Produkt rzeczywiście złuszcza i zwęża pory. Nie wysusza. Po użyciu nie występuje efekt 'ściągnięcia', a skóra jest promienna, miękka i gładka w dotyku. Zauważyłam także minimalną poprawę w gojeniu się niedoskonałości oraz ładniejszy koloryt cery.



Producent zaleca pozostawienie maseczki do wyschnięcia, jednak u mnie, bez względu na nałożoną ilość czy czas oczekiwania, ona po prostu nie zastyga. Nie mam pojęcia, od czego to zależy. Nie jest to minus, ponieważ nie wpływa na właściwości produktu, ale wspominam o tym na wypadek, gdyby któraś z was miała podobny 'problem'. Maseczka sama w sobie, za sprawą koloru, nie wygląda zbyt estetycznie na twarzy. Radziłabym używać jej, kiedy nie ma nikogo w pobliżu, bo intensywnie czerwona twarz może zaniepokoić domowników.



Jedyne, co może rozczarowywać, to wydajność. Na opakowaniu producent zamieścił informację, że kosmetyk starcza na 10 aplikacji. Interesujące... Chyba w przypadku, kiedy używamy go na sam nos. Jestem dopiero po 5-6 użyciach i już widzę dno. Nie jest to jakiś wielki problem, bo cena maseczki, biorąc pod uwagę jej jakość, jest bardzo niska, ale chyba żadna z nas nie lubi, kiedy kończy się jej ulubiony kosmetyk!


Koniecznie dajcie znać, czy używałyście już nowych maseczek z glinkami marki L'Oreal i która najbardziej przypadła wam do gustu! A może macie innych ulubieńców? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach! Ja z pewnością sięgnę po inne wersje tej maseczki, więc możecie spodziewać się kolejnych postów! Tradycyjnie - zapraszam was także na mój Instagram, gdzie na bieżąco dzielę się z wami swoim beauty życiem - znajdziecie tam recenzje, swatche, makijaże, a czasem i trochę prywaty.

Jo 

Lilac Lips

Walentynki, zaraz obok Halloween, to moje ulubione święto w roku! Większości kojarzy się jedynie z serduszkami i nadmierną ilością różu. Ja jednak postanowiłam zrobić coś innego, ale nadal bardzo w moim klimacie! Poprzedni rok był swego rodzaju rewolucją. Zrezygnowałam z kreski na rzecz dramatycznych sztucznych rzęs i całkowicie porzuciłam odważne kolory na ustach. Tym makijażem wracam trochę do swoich początków. Mocna, czarna kreska i nietypowe, choć wciąż jasne i nadające się do noszenia na co dzień, liliowe, usta.



Do wykonania tego makijażu sięgnęłam po pomadkę MAC, która niestety nie jest już dostępna w sprzedaży. Dodgy Girl była częścią edycji limitowanej sygnowanej nazwiskiem Kelly Osbourne, jednak oferta produktów na rynku jest dziś tak szeroka, że znalezienie odpowiednika nie powinno stanowić większego problemu. Bardzo innowacyjna pod względem kolorystyki i zawsze nadążająca za światowymi trendami jest marka Golden Rose. Niedawno w Polsce pojawiły się także butiki NYX, które oferują wiele ciekawych, zwariowanych kolorów. Po jakie pomadki sięgacie na co dzień, a jakie wybieracie na szczególne okazje? Podzielcie się swoimi ulubieńcami w komentarzach! Więcej mnie i mojej twórczości znajdziecie na Instagramie.




TWARZ:
benefit, Big Easy, 01 Fair
Kryolan, Ultrafoundation, 1
Kobo Professional, Face Contour Mix
Kryolan, Anti-Shine Powder
Kobo Professional, Matt Bronzing & Contouring Powder, 311 Nubian Desert
Golden Rose, Mineral Terracotta Powder, 04
bareMinerals, Ready Bronzer, The Skinny Dip
NYX, Baked Blush, 07 Spanish Rose
theBalm, Mary-Lou Manizer

BRWI:
Catrice, Eyebrow Set

OCZY:
Maybelline, Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner, 01 Black
NYX, Jumbo Eye Pencil, 604 Milk
L'Oreal, Volume Millon Lashes, So Couture So Black
House of Lashes, Starlet

USTA:
Essence, Lipliner, 11 In the Nude
MAC, Dodgy Girl



Jo 

HD Liquid Coverage

'Nowość' - słowo, które w Blogosferze działa niczym magnes. Każda z nas na własnej skórze chce przetestować działanie nowych produktów, zwłaszcza, kiedy zdążyły one zebrać masę pozytywnych recenzji zaraz po pojawieniu się na sklepowych półkach. Podkład Catrice nie jest tutaj wyjątkiem. Do tej pory trzeba o niego 'walczyć'. Ostatnio dowiedziałam się nawet, że w Hebe organizowane są zapisy! I to nie jest żart! Fakt, już teraz mogę wam zdradzić, że jest to jeden z najlepszych podkładów drogeryjnych, ale czy powinnam czuć się wyjątkowo, bo udało mi się go 'wychodzić'? Dżizas, to tylko kosmetyk...



Catrice HD Liquid Coverage to podkład kryjący o lekkiej formule. Producent obiecuje, że uzyskamy za jego pomocą efekt drugiej skóry. Faktycznie, nie jest on ciężki i choć zastyga na twarzy - absolutnie go nie czuć. Stopień krycia określiłabym jako średni, jednak można go budować za pomocą kolejnych warstw - nawet wtedy wygląda naturalnie. Daje matowe wykończenie i przepiękny efekt na twarzy. To taki Photoshop w butelce. Magia. Cera jest rozświetlona, ale nie świeci się. Bardzo trwały, nie ściera się, nie waży (niezależnie od ilości nałożonych warstw), nie ciemnieje i nie wymaga poprawek w ciągu dnia. Ma przyjemną płynną konsystencję, z którą łatwo się pracuje. Jest też łaskawy dla przesuszonych na twarzy miejsc. Nie jestem wielką fanką korektora Catrice, którym wszyscy się zachwycają, ale ten podkład całkowicie skradł moje serce. Idealny do zdjęć, ale i noszenia na co dzień. Pokazywałam wam już efekt na twarzy na moim Instagramie.



Na uwagę zasługuje gama kolorystyczna. Odcień 010 Light Beige jest naprawdę ładnym i neutralnym kolorem, który będzie pasował większości osób z jasną karnacją. Reszta kolorów także nie wpada w jakieś dziwne pomarańczowe tony, chyba firmy w końcu się ogarnęły i zaczęły produkować odcienie, które da się nosić! Podkład ma też piękny, typowy dla produktów Catrice, zapach - delikatny, kwiatowy, lekko pudrowy, co sprawia, że poranne nakładanie makijażu staje się jeszcze przyjemniejsze.




Jak to w każdym, nawet najlepszym, kosmetyku, nie zabrakło wad. Opakowanie... Tragiczne. Szklana, matowa buteleczka wygląda pięknie! Sama forma aplikacji też nie jest uciążliwa, ale już czuję, że pipeta mocno wpłynie na wydajność produktu. Za każdym razem, kiedy go używam mam wrażenie, że się kończy. Aplikator nie nabiera zbyt wiele podkładu, a że ja lubię porządną 'tapetę', muszę zanurzać pipetę kilka razy. Już drżę na myśl o tym, że może mi się skończyć! I co wtedy? Znowu polować czy od razu wpisać się do zeszytu i czekać na telefon?



Dajcie znać, czy używałyście już nowego podkładu Catrice czy wciąż za nim chodzicie, a może zupełnie was nie interesuje? Z pewnością jest to jeden z najlepszych podkładów drogeryjnych, nawet pomimo opakowania, a uwierzcie mi - testowałam tego mnóstwo! Bardzo trwały, daje piękny efekt na twarzy, a cena jest śmiesznie niska, więc bierzcie, jeśli tylko uda wam się na niego 'wpaść'.

Jo 

Golden Metallic Makeup

Pierwszy raz od dłuższego czasu do mojego pokoju zawitały promienie słońca - uznałam, że to znak i szkoda byłoby nie wykorzystać naturalnego światła do zdjęć. Makijaże, wraz z listą użytych produktów, zawsze robię telefonem i wrzucam na Instagram, jednak tym razem zrobiłam ich zbyt wiele i nie chciałam, żeby się zmarnowały.



Rzadko sięgam po sypkie pigmenty, bo jak pewnie wiecie - jest z nimi dużo zabawy, ale tym razem zdecydowałam się przejrzeć swoją kolekcję kosmetyków i zrobić coś zupełnie innego niż standardowa kreska lub przydymione brązowe oko - postawiłam na bardzo świecący, metaliczny look. Co ciekawe, osobiście nie rozróżniam makijaży na dzienne i wieczorowe - u mnie zawsze jest pełen glam i sztuczne rzęsy, z tą różnicą, że na co dzień wykorzystuję matowe cienie, które są zdecydowanie łatwiejsze i szybsze w użyciu. Najpiękniejsze jest to, że z makijażem możemy eksperymentować na wiele różnych sposobów! Dajcie znać, czy sięgacie po błysk tylko na specjalne okazje czy może lubicie poświęcić sobie trochę więcej czasu każdego ranka? Dajcie także znać, czy chciałybyście widzieć u mnie więcej takich makijaży, czy jednak pozostać tylko przy Instagramie?




TWARZ:
Essence, Camouflage 2in1 Make Up & Concealer, 10 Ivory Beige
Astor, Perfect Stay Concealer, 001 Ivory
Kobo Professional, Face Contour Mix
kolorówka.com, Puder Rozświetlający
Kobo Professional, Matt Bronzing & Contouring Powder, 311 Nubian Desert
Golden Rose, Mineral Terracotta Powder, 04
Essence, Sun Club All Over Shimmer, 01 Ibiza Sun
NYX, Baked Blush, 07 Spanish Rose
theBalm, Mary-Lou Manizer

BRWI:
Catrice, Eyebrow Set

OCZY:
Too Faced, Semi-Sweet Chocolate Bar
Too Faced, Shadow Insurance Glitter Glue
MAC, Tan Pigment
NYX, Jumbo Eye Pencil, 604 Milk
L'Oreal, Volume Millon Lashes, So Couture So Black

USTA:
Pierre Rene, Lip Matic, 07
Too Faced, Melted Nude




Jo 

Botanical Effects

Przez lata blogowania, czytania recenzji i przyglądania się nowym produktom - wielokrotnie spotykałam się ofertą marki Mary Kay, jednak ze względu na dostępność, nigdy nie miałam okazji używać ani kosmetyków do makijażu, ani tym bardziej produktów pielęgnacyjnych tej firmy. Na moje szczęście, kilka miesięcy temu na Instagramie wygrałam całą serię Botanical Effects. Szybko zabrałam się za testowanie różowych nowości i muszę przyznać, że udało mi się odkryć całkiem przyjemne produkty do pielęgnacji twarzy.



Cała seria dedykowana jest dla osób młodych, które poszukują odświeżenia i recepty na zdrowo wyglądającą skórę. Na stronie Mary Kay nie znalazłam niestety składów poszczególnych produktów, co uważam za wielki minus, gdyż przy przeprowadzce musiałam pozbyć się opakowań, co miało miejsce jeszcze przed zrobieniem zdjęć. Producent zapewnia, że wszystkie kosmetyki są łatwe w użyciu, a zawarte w nich składniki będą stale chronić i odżywiać naszą skórę. Znajdziemy tutaj przede wszystkim ekstrakt ze smoczego owocu, który jest bogaty przeciwutleniacze oraz aloes - odpowiedzialny za utrzymywanie odpowiedniego poziomu nawilżenia naszej skóry.



Na początek dwie perełki. Emulsja nawilżająca z SPF 30. Idealna na dzień, zwłaszcza zimową porą, ze względu na swoją treściwą konsystencję. Bardzo ładnie rozprowadza się na skórze, nie pozostawia białego, tłustego filmu. Nic się pod nią nie roluje, ani nie ściera. Stosując ją pod makijaż mam uczucie głębokiego nawilżenia, przy czym nie muszę obawiać się o trwałość nałożonych na nią kosmetyków kolorowych. Mój absolutny hit - żel nawilżający. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Niesamowita, żelowa (chłodna) konsystencja. Gładko rozprowadza się po cerze i błyskawicznie wchłania. Używanie tego kosmetyku to czysta przyjemność. Nie pozostawia tłustej warstwy, a skóra po jego użyciu jest gładka i promienna. Używam go zarówno na noc, jak i na dzień (niezależnie od tego, czy nakładam makijaż). Moim zdaniem jest bardzo uniwersalny i byłby idealny jako baza dla osób ze skórą suchą, ale także jako krem na noc dla osób o skórze mieszanej i tłustej.



Pozostałe trzy kosmetyki nie wywarły na mnie już tak dużego wrażenia. Żel dobrze oczyszcza, ale słabo się pieni, czego zwyczajnie nie lubię. Nie wysusza skóry. Jest przyjemny w użyciu, jednak równie dobre żele znajdziecie w drogeriach. Peeling energizujący - świetny dla osób, które lubią delikatne złuszczanie. Ja zwykle stawiam na produkty z większymi drobinkami ścierającymi. Ten określiłabym jako dodatek do żelu. Skóra jest po nim oczyszczona, gładka i promienna, ale dla mnie to raczej nic specjalnego. Ot, taki peeling do codziennego użytku. Tonik... Na tym powinnam zakończyć. Kosmetyk, sam w sobie, jest bardzo dobry - odświeża, znosi uczcie ściągnięcia i nie podrażnia, jednak mam problem z używaniem produktów tego typu. Napiszcie, proszę, że nie jestem jedyna! 



Wszystkie kosmetyki z serii Botanical Effects są przetestowane dermatologicznie, niekomedogenne, mają duże pojemności (50-147ml), urocze różowe opakowania, które będą się pięknie prezentować na łazienkowej półeczce oraz nieziemski (nieziemski!) zapach - świeży, kwiatowy, pobudzający, a zarazem perfumeryjny i luksusowy, co właśnie sprawia, że nawet jeśli nie do końca odpowiada mi formuła kosmetyku, i tak sięgam po niego z wielką ochotą i przyjemnością. Używanie serii Botanical Effects to niesamowite przeżycie dla zmysłów.


Instagram @majlajfbeauty

Jo 

Golden Rose Velvet Matte Lipstick

Nadszedł nowy rok, co oznacza, że na wielu blogach znaleźć można posty z serii 'kosmetyczni ulubieńcy roku' i szczerze przyznam, że ja również zastanawiałam się nad opublikowaniem takiego wpisu, jednak uznałam, że raz - byłabym nieco spóźniona (co jest już chyba normą), dwa - o wszystkich nowościach kosmetycznych i tym, jak radzą sobie na mojej twarzy, piszę na bieżąco na Instagramie. Przeglądając swojego bloga zauważyłam jednak, że brakuje tutaj bardzo ważnego wpisu! Wpisu o moich ulubionych (zaraz obok MACa) pomadkach! Seria Velvet Matte skradła moje serce i choć większość sięga aktualnie po pomadki w płynie, ja wciąż wracam do tych tradycyjnych.



Golden Rose zamknęło swoje pomadki w gustownych bordowych opakowaniach ze złotymi napisami, które niestety ścierają się od noszenia w torebce/kosmetyczce, więc po czasie nie wygląda to zbyt estetycznie, za co wielki minus. Cena jest śmiesznie niska, jak na pomadkę tej jakości, a w opakowaniu dostajemy całkiem sporą ilość produktu, bo aż 4,2g.



Same pomadki są rewelacyjnej jakości. Mocna pigmentacja. Matowe, ale jednocześnie aksamitne i kremowe wykończenie. Wspaniała trwałość! Zawsze stawiam na nie, kiedy wiem, że nie mogę lub nie chcę poprawiać makijażu ust w ciągu dnia. Ufam im w stu procentach, choć nie są to produkty zastygające, więc mogą minimalnie się odbijać! Zjadają się równomiernie, nie tworzą brzydkiej, odcinającej się linii wewnątrz ust. Mają subtelny, ledwo wyczuwalny zapach. Na pewno nie będą drażnić osób, które mają wyczulone nosy. Jednak największą zaletą, moim zdaniem, jest fakt, że pomadka nie podkreśla żadnych niedoskonałości i suchych skórek, co oznacza, że nawet, kiedy mamy 'gorszy dzień' - możemy spokojnie zaaplikować ją na usta (równie dobrze sprawdza się nałożona na balsam).



Na uwagę zasługuje także świetny, ułatwiający pracę kształt pomadki. Końcówka jest idealnie ścięta, co pozwala na precyzyjną aplikację, choć ja i tak jestem zwolenniczką stosowania konturówki niezależnie od tego, jaki produkt nakładamy na usta.


Producent przygotował bardzo szeroką gamę kolorystyczną, która stale jest poszerzana o nowe odcienie, więc każda z nas, z pewnością, znajdzie coś dla siebie! Aktualnie na stronie Golden Rose dostępnych jest 39 kolorów. Muszę przyznać, że moim ulubieńcem jest numer 03 - idealny, ciepły beż, którego tony możemy modyfikować odpowiednią bazą pod spodem. Wielokrotnie, pod zdjęciami na Instagramie, pytałyście, jaką pomadkę użyłam - w większości przypadków okazywało się, że to właśnie 'trójeczka'.

 (od lewej strony: 04, 03, 02)

 (od lewej strony: 07, 06)

 (od lewej strony: 14, 13, 11)

 (od lewej strony: 20,19)

(od lewej strony: 30, 29, 28)

(na ustach: konturówka Pierre Rene Lip Matic 07 + pomadka Golden Rose Velvet Matte 03)

Jestem pewna, że większość z was już próbowała lub posiada w swojej kolekcji pomadki z serii Velvet Matte. Podzielcie się swoimi ulubieńcami! A może jakiś inny produkt skradł ostatnio wasze serca?
Jo ♥